6/14/2018

Efekt ujęrnienia w 10 dni? | Nivea mleczko do ciała ujędrniające firming

Lato to dobry moment, aby przypomnieć sobie, że istnieje coś takiego jak balsam do ciała. Jak wiele z Was nie cierpię smarować skóry. Po pierwsze nie lubię uczucia lepkości, a po drugie kompletnie mi się nie chce. Jednakże odkąd zrobiło się ciepło regularnie balsamuję ciało, ba, nawet stopy! W związku z tym, że jestem kompletnym laikiem w dziecinie balsamowania, kosmetyki kupuję kompletnie w ciemno i chętnie sięgam po nowości. Oprócz niezbędnego nawilżenia nie pogardzę też obiecywanym ujędrnieniem. Czy rzeczywiście ten produkt od Nivea daje takie rezultaty? 

nivea mleczko ujędrniająca firming Q10+ vitamin C


Ujędrniające mleczko do ciała Nivea Q10 + Witamina C to nowość, która skusiła mnie atrakcyjną ceną (ok. 18 zł), opinią koleżanki z pracy, która od lat używa tylko klasycznej niebieskiej Nivea oraz obietnicą, że w 10 dni będę jędrniejsza. Aby mieć choć trochę więcej pewności, że balsam rzeczywiście nawilża, zdecydowałam się na wersję do skóry suchej. Zapach produktu przypomina mi klasyczną kostkę Dove, co zdecydowanie mi odpowiada, gdyż nie lubię cukierkowych woni a takie najczęściej spotykam w tego typu kosmetykach.  Konsystencja mleczka rzeczywiście jest lekka, wodnista i wchłania się niezwykle szybko, zatem chętnie balsamuję skórę nad ranem i od razu wrzucam na siebie ciuchy. Skupiam się głównie na dokładnym wybalsamowaniu nóg, ud i pośladków, ale resztę ciała też nieomieszkam na szybko machnąć, dla świętego spokoju. No i właśnie koncentrując się na dolnych partiach ciała, chciałam, aby efekt ujędrnienia był najbardziej widoczny. Czy rzeczywiście tak jest? No i jak z tym nawilżeniem? 

mleczko ujędrniające skóra sucha Nivea

Zacznijmy od obiecywanego ujędrnienia już po 10 dniach stosowania. Jak dla mnie to totalna bajka, bo nic podobnego nie zarejestrowałam po tak krótkim czasie. Im dłużej go stosuję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to ściema. Miałam już kiedyś całkiem niezły balsam ujędrniający, więc wiem, że ogólnie mówiąc da się to zrobić. Tutaj niestety nic takiego się nie wydarzyło, więc dodatkowego ujędrnienia brak. No ale dobra, powiedzmy, że to tylko miły dodatek, do podstawowej funkcji, jaką pełni mleczko, czyli nawilżenie skóry. Niestety tutaj także nie jestem szczególnie zadowolona i na pewno nie kupię go ponownie. Nie jest zły, ale już nad ranem dokładam produktu na nogi, bo zwyczajnie czuję, jakbym wieczorem nic na nie nie nakładała. Szkoda mi czasu na czynność, której nie dość, że nie lubię, to jeszcze muszę ją wykonywać podwójnie. Podsumowując, zużyję i zapomnę. Odsyłam Was też do wpisu o  lekkim musie do ciała w piance Nivea.


A to moja kicia, która wybitnie nie dała mi zrobić dzisiaj żadnego zdjęcia i ciągle wpychała się w kadr. Jak już skończyłam, to usiadła na kanapie w mój ulubiony "chlebek". Wracając do tematu balsamowania, to chętnie posłucham, jaki jest Wasz ulubiony balsam do ciała i co polecacie kupić, aby wreszcie być zadowolonym, bo ciągle marudzę i póki co nie trafiłam na żadnego ulubieńca :(

Pozdrawiam,
J. :***




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)