1/30/2018

Mikrodermabrazja diamentowa u kosmetologa - efekty po 3 zabiegach, odczucia podczas zabiegu i tuż po nim.

Coraz bardziej utwierdzam się w przeświadczeniu, że zaczynam interesować się medycyną estetyczną. Ciągle oglądam filmiki na YT z zabiegów laserowych czy mezoterapii, a w głębi duszy poszukuję złotego środka z rozprawieniem się raz na zawsze z pamiątkami po nie tak dawnych niedoskonałościach. Obiecałam sobie, że na moje 25 urodziny zrobię sobie prezent i do tego czasu zrobię wszystko, aby moja cera wyglądała po prostu piękniej.  Póki co wszystko idzie zgodnie z planem, z miesiąca na miesiąc widzę ogromne postępy a dodatkowe wsparcie bliskich jak najbardziej mi w tym pomaga. Pod choinkę dostałam od chłopaka pakiet 3 zabiegów mikrodermabrazji. Strasznie się ucieszyłam, ponieważ upłynęło wiele lat, odkąd ostatni raz miałam okazję wykonywać taki zabieg u profesjonalisty. Jednak co jak co, ale w tej kwestii nie potrafię być samowystarczalna i nie wierzę w domowe urządzenia typu mikrodermabrazja. Szkoda czasu i pieniędzy, skoro można spędzić miło czas leżąc i relaksując się za niewielkie pieniądze. Czemu twierdzę, że niewielkie? Ponieważ na Gruponie pakiet 3 zabiegów mikrodermabrazji diamentowej można nabyć już za 100 zł. Wiem, że wiele z Was nigdy nie wykonywało takiego zabiegu, zatem po krótce opowiem Wam, jakich efektów możecie się spodziewać już po pierwszym zabiegu, jak wygląda zabieg mikrodermabrazji krok po kroku oraz jak zachowuje się skóra zaraz po nim. 


Na zabiegu mikrodermabrazji diamentowej w swoim życiu byłam już kilka razy. Zdążyłam już odwiedzić 3 kosmetyczki i 1 kosmetologa.  Najlepiej wspominam gabinet Yasumi, w którym byłam lata temu, ale do tej pory nie mogę zapomnieć relaksu, jaki zafundowała mi zajmująca się mną pani. Delikatne oświetlenie, relaksująca muzyka i przyjemny masaż połączony z relaksacyjną maską. Raz zdarzyło mi się prawie zasnąć, co świadczy o prawdziwym komforcie, jaki oferował ten salon. Byłam też w miejscu, w którym kosmetyczka zachowywała się skandalicznie. Szarpała mnie za skórę, wszystko wykonywała niemal jak na akord a w dodatku śmierdziła papierosami. I to wszystko za woalem pięknego salonu fryzjerskiego połączonego z kosmetyką. Mówię Wam to po to, abyście się nie zniechęcały i nie oceniały książki po okładce. Czasem skromny salon, ale z miłą obsługą zapewni Wam więcej przyjemności niż gabinet w skandynawskim stylu na czele z kobietą zachowującą się jak drewno albo "wielka Pani".  Po tym przydługawym wstępie czas przejść do samego zabiegu mikrodermabrazji diamentowej. Na czym polega zabieg i jakie przynosi potencjalne efekty?

Mikrodermabrazja diamentowa to zabieg polegający na ścieraniu wierzchnich warstw naskórka w sposób kontrolowany, aby nie doszło do przerwania ciągłości skóry. Specjalne urządzenie,  do którego montuje się odpowiedniej wielkości głowice zawierają mikrokryształki, które usuwają martwy naskórek. Na początku kosmetyczka / kosmetolog dokonuje dokładnego oczyszczenia skóry albo najpierw dokładnie ogląda pod lampą, niestety nie mogę sobie przypomnieć kolejności. Podoba mi się, że moja Pani Kosmetolog najpierw zmywa moją twarz olejkiem myjącym ( wow ) a następnie przemywa płynem micelarnym. Gdy skóra jest już czysta i gotowa do zabiegu osoba wykonująca mikrodermabrazję włącza urządzenie i ustawia czas wykonywania zabiegu. Zazwyczaj ma już przygotowane końcówki, których będzie potrzebować do zabiegu. U mnie były to 3 głowice.  Nie wiem, czy ma ich więcej, bo aż tak nie chciałam kukać haha. Następnie ustawia że tak powiem siłę zasysania.  Tak to przynajmniej odbieram z perspektywy klientki. Gdy już wszystko jest gotowe, rozpoczyna zabieg. Szybkimi, posuwistymi ruchami ściera mój naskórek. Cały czas pyta o moje odczucia. Nie potrafię dokładnie ani nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile trwa zabieg. Jest przyjemny a momentami łaskoczący. Najbardziej nie mogłam wytrzymać, gdy Pani jeździła mi po szyji. Śmiać mi się chciało jak diabli i poinformowałam ją o tym, że już nie mogę haha. Po wykonanym złuszczaniu na moją twarz zostaje nałożony tonik a potem maska. W tym momencie już czuję, że czegoś się pozbyłam i że skóra jest naga bo lekko szypie pod wpływem przemywania.  Maski na twarz miałam nakładane dwie i to w jednym czasie. Na strefę T zaaplikowano mi maskę z minerałami z Morza Martwego, natomiast na resztę twarzy łagodzącą maskę na bazie oleju różanego. Oczywiście to wszystko wiem nie dlatego, że ktoś mnie o tym poinformował ( po co przecież mówić klientom co im się nakłada na twarz, co oni się tam znają?), tylko dlatego, że się zapytałam.  Po ok. 15 minutach samotnej leżanki wszystko zostaje zmyte a twarz posmarowana kremem łagodzącym i specjalnie dla mnie kremem SPF 50. Oh, chyba jestem za bardzo wymagająca i czepialska, więc sprzedawcy i inni muszą mnie nie lubić, tak mi się wydaje :D



Efekty zauważyłam już po 1 zabiegu to znacznie gładsza i cieńsza w dotyku skóra.  Co prawda tuż po wyjściu z gabinetu czułam lekką bolesność, drażliwość na wszystkie bodźce zewnętrzne, niemniej jednak po dobrym nawodnieniu ( min. 2 litry dziennie) i nawilżaniu w domu, już po 2 dniach mogłam się cieszyć gładką i rozświetloną skórą. Skóra szybko doszła do siebie a makijaż wreszcie leżał jak trzeba. Ponadto wszelkie sera i kremy do twarzy jakby lepiej wchłaniały się do wnętrza skóry i dopiero wtedy ujawniały swoje prawdziwe działanie. Ze skutków ubocznych każdego z wykonywanych zabiegów był 1 pryszcz w okolicy, w której dawniej najczęściej dokuczał mi trądzik.  Po pierwszym zabiegu był to policzek, drugi żuchwa a trzeci broda. Później nie było absolutnie żadnego wysypu, nadmiernego łuszczenia czy innych nieprzyjemności. Tak naprawdę po zabiegu mikrodermabrazji moja skóra zachowuje się jak po ciut za mocnym peelingu gruboziarnistym. Pewnie wynika to z faktu, że od kilku miesięcy stosuję kuracje retinoidami, retinolem, kwasami  innymi mocarzami ,które mocno uodporniły moją skórę.  Po 3 zabiegach widzę ogromną różnicę i żałuję, że nie namówiłam chłopaka na 5.  Przez ten cały czas skóra jest czysta, zaskórników coraz mniej, gładka i miła w dotyku. Przede wszystkim wygląda na wypoczętą, rozluźnioną a zarazem jędrną i zdrową.  I o to mi chodziło!



Dlaczego tym razem nie pokażę swojej twarzy przed i po? Bo zwyczajnie gapa jestem i nie zrobiłam zdjęcia zanim zaczęłam się złuszczać a druga sprawa nie mam nigdy dobrego światła, aby dobrze uchwycić szczegóły mojej twarzy. Niemniej jednak to zdjęcie idealnie oddaje efekt jaki przynoszą zabiegi mikrodermabrazji diamentowej. Skóra nie wygląda już na taką poszarzałą i zniszczoną. Pory są płytsze a bruzdy mniej widoczne. Mnie zabieg mikrodermabrazji zawsze będzie się kojarzył z takim zrzuceniem skóry - nagle okazuje się, że pod tą zmęczoną kobietą siedzi piękna rozświetlona dama :) 

Dajcie znać czy wykonywałyście kiedyś ten zabieg i jakie u Was przynosi rezultaty?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)