1/29/2018

Jakie korzyści przyniosło mi długotrwałe stosowanie filtrów przeciwsłonecznych ? | SVR Sun Secure Fluid lekki krem ochrony SPF 50+ nowość wśród filtrów typu suchy dotyk.

Wiele osób ignoruje stosowanie filtrów przeciwsłonecznych bądź twierdzi, że przynoszą one więcej szkody niż pożytku.  Szanuję zdanie każdej ze stron, niemniej jednak tego posta kieruję do osób, które wierzą w pozytywne oddziaływanie filtrów przeciwsłonecznych na skórę człowieka. Nie mam alabastrowej karnacji, moja skóra jest całkiem odporna na słońce, jednak mam coś innego, co powoduje, że przykładam dużą uwagę do ochrony mojej skóry przed promieniowaniem UV. Oczywiście jest to duża skłonność do przebarwień. Na niektórych ludziach wszystko goi się jak na przysłowiowym psie. U mnie najdrobniejszy pryszcz pozostawia po sobie okrutny długotrwały ślad. Znalazłam jednak sposób, aby sprawić, że przebarwienia znikną szybciej i będą miały nieco delikatniejszy kolor. Tym sposobem okazało się codzienne aplikowanie kremu z wysokim faktorem przeciwsłonecznym. Dzięki niemu skóra jest dobrze zabezpieczona przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi, a promienie słoneczne nie działają niczym żelazko na moją cerę. Drugą, istotną zmianą jaką zauważyłam  po tym, odkąd regularnie stosuję krem z filtrem jest wyrównanie kolorytu  i brak zaczerwienienia przy zmianie temperatur. Już za dzieciaka czerwieniłam się jak diabli. Zawsze miałam różaną twarz i może wtedy było to nawet słodkie, tak  jakiś czas temu, gdy moja cera nie wyglądała najlepiej, okazało się co najmniej niekomfortowe.  Żeby było śmieszniej, kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu bez podkładu. I nie chodzi mi o jakieś niedoskonałości, a przede wszystkim o koloryt. Żółta skóra, różowa jak diabli nierówna cera. Dzięki regularnemu stosowaniu kremu z filtrem ten efekt jakby totalnie zanikł. Bez problemu mogę się poruszać bez warstwy koloryzującej i nikt nie jest w szoku. To tyle, jeśli chodzi o widoczny wpływ filtrów przeciwsłonecznych na moją skórę. Oczywiście powszechnie mówi się, że zapobiegają one fotostarzeniu, chronią przed promieniowaniem UVA  i UVB oraz zapobiegają wystąpieniu nowotworów złośliwych skóry.  Tego ocenić nie może chyba nikt, ale głęboko wierzę, że zapewniam sobie taką ochronę i za 10 lat będę wyglądać tak jak teraz ha ha :D

krem z filtrem SPF 50+

Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić nowość, lekki krem ochronny SPF 50+, który na polskim rynku pojawił się w 2017 r. Akurat jakiś czas temu skończył mi się bestsellerowy La Roche Posay Anthelios XL  ultralekki fluid SPF 50+. Nie chciałam ponownie kupować tego samego produktu, ponieważ po 3 miesiącach regularnego stosowania, skóra  mogła nieco się przyzwyczaić. W poszukiwaniu ultralekkich formuł natrafiłam właśnie na serię Sun Secure firmy SVR.  Najbardziej zainteresował mnie fluid, ponieważ producent obiecuje wykończenie typu suchy dotyk. Od razu chciałam go zamówić przez Internet, ale okazało się, że w każdej aptece internetowej kosztuje on w granicach 50-60 zł. Na szczęście na ratunek przyszła moja ulubiona stacjonarna apteka Ziko. Zauważyłam, że w części dermokosmetycznej często można znaleźć ciekawe promocje i to w dużo lepsze cenie niż w wersji internetowej. Za swój krem zapłaciłam uwaga 37 zł. !!! No to biorę i w domu czytam skład, aby sprawdzić, czego mogę się spodziewać.

Skład SVR Sun Secure Fluide SPF 50+:

Skład: Aqua, Diisopropyl Adipate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Homosalate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Bis- Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, C12-15 Alkyl Benzoate, Cyclopentasiloxane, Silica, Beheneth-25, Ethylhexyl Triazone, Polymethyl Methacrylate, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Citrate Polyester-7, Niacinamide, Aminomethyl Propanol, Beta-Carotene, Caprylhydroxamic Acid, Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, Daucus Carota Sativa Root Extract, Decyl Glucoside, Glycine Soja Oil, Hydrogenated Phosphatidylcholine, Lecithin, Lepidium Sativum Sprout Extract, Phenethyl Alcohol, Glycerin, Squalane, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, 12-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Dissodium EDTA, Hydroxyethyl, Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Lysolecithin, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Pentylene Glycol, Polysorbate 60, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitan Isostearate, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Parfum.

sun secure fluid SPF 50+


W składzie tego preparatu znajdują się wyłącznie filtry chemiczne. Jest ich aż 6, z czego 2 niepolecane dla kobiet w ciąży lub karmiących piersią. Pomimo mojej wielkiej miłości do naturalnych składników, nie jestem w stanie stosować kremów na bazie filtrów fizycznych (mineralnych).  Okrutne bielenie, nieprzyjemna konsystencja i kompletny brak współpracy z makijażem przekonały mnie, że nie warto robić nic na siłę. W związku z tym, kremy ochronne na bazie tlenku cynku czy dwutlenku tytanu pozostawiam małym dzieciom i hardcorom.  Ponadto, w składzie nie zabrakło dobrocznnnych substancji, które odnoszą pozytywny wpływ dla skór tłustych, mieszanych czy trądzikowych. Są nimi niacynamid, wyciąg z korzeni marchwi, wyciąg z pieprzycy siewnej czy beta - karoten. Najbardziej cieszy oczywiście niacynamid, czyli witamina B3. Skład zachęcił mnie do tego stopnia, że jak najszybciej chciałam go wypróbować na własnej skórze.


Konsystencja:

Konsystencja tego preparatu przypomina mi nieco matujący podkład do twarzy. Z jednej strony jest gęsta, plastyczna, ale dość szybko zasycha, więc z nakładaniem wyraźnie polecam się pośpieszyć bądź aplikować partiami.  Zaletą tej formuły jest  fakt, że ciężko z nią przesadzić. Doprawdy nie wiem jaką ilość musiałabym nałożyć, aby skóra nie dała sobie rady z całkowitym wchłonięciem. Tuż po aplikacji skóra jest półmatowa, pozbawiona uczucia tłustości , a po kilku minutach niemal zupełnie matowa. Kompletnie nie czuć go na twarzy. Co ważne, nie roluje się i dobrze współpracuje z każdym kremem i serum olejowym z witaminą C, nieźle co? Niestety dziegciem w beczce miodu jest zapach. Kompletnie nie rozumiem, w jakim celu perfumuje się kremy z filtrem. Tym bardziej nie rozumiem zamysłu producenta, który do tego preparatu dodał substancję zapachową przypominającą kadzidło! Gdy pierwszy raz go użyłam myślałam, że padnę. Mam wrażliwy nos i nie lubię takich "niespodzianek". Na szczęście, zapach nie jest wyczuwalny na twarzy a po kilku użyciach można się przyzwyczaić i już mi to nie przeszkadza, ale za pierwszym razem miałam ochotę cisnąć tym kremem do kosza. Już wolałabym, żeby pachniał babcinym kremem. Mam nadzieję, że producent kiedyś to zmieni.


Działanie:

Działanie tego kremu wynagradza wszelkie niedogodności związane z zapachem.  Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dla mnie jest on jeszcze lepszy niż ultralekki fluid z LRP. Przede wszystkim wchałania się niemal do matu, nie pozostawiając lepkiej warstwy. W ciągu dnia nie ściera się ani nie roluje pod podkładem, a w dodatku nie zapycha porów. Nieważne, czy zostanie nałożony na gołą skórę, czy na serum olejowe, zawsze wygląda dobrze i współpracuje z każdym kosmetykiem.  Nakładałam już na niego zarówno podkład w płynie jak i podkład mineralny i efekt był dokładnie taki sam.  Naprawdę nie ma się czego doczepić i wszystko w jego działaniu spełnia moje wysokie oczekiwania. No, może prócz zapachu doczepiłabym się jeszcze do wydajności. Jestem przyzwyczajona, że fluid to lejący krem, którego wystarczy odrobina, aby okryć całą twarz. W tym przypadku potrzebuję sporej kropli, aby w pełni zabezpieczyć skórę. Niemniej jednak dla mnie taki problem, to nie problem, bo wolę mieć mniej wydajny super krem niż średniaka, który mi starczy do końca świata i jeden dzień dłużej.

Podsumowując, z czystym sumieniem polecam Wam ten krem, jeśli podobnie jak ja stosujecie je pod makijaż każdego dnia. Jest mega komfortowy i można go kupić w przystępnej cenie. Niestety trochę śmierdzi, ale warto się nieco poświęcić dla niesamowitego komfortu użytkowania. 
Pozdrawiam,
J. :*




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)