1/06/2018

Aktualna pielęgnacja twarzy i okolic oczu {styczeń 2018}

Dawno nie pokazywałam Wam, jak wygląda moja pielęgnacja twarzy. O kilku z nich mogłyście przeczytać w poprzednich wpisach, ponieważ od dłuższego czasu występują w mojej rutynie pielęgnacyjnej. Mimo to większość z nich póki co nie doczekała się recenzji, ponieważ czekam na rezultaty. Dotąd mogłyście zapoznać się z moją opinią na temat ultralekkiego fluidu do twarzy Anthelios XL 50+, wygładzającego kremu pod oczy z wyciągiem ze ślimaka Hristina Cosmetics oraz rozświetlającego kremu pod oczy Vita C Infusion Mincer Pharma.  Nadal staram się, aby moja pielęgnacja twarzy była w pełni naturalna. Rzadko kiedy korzystam z typowo drogeryjnych produktów, raczej stawiam na małe manufaktury, produkujące kosmetyki naturalne. W tym zestawieniu pojawia się jednak kilka produktów, które dostałam, więc mogą one nie do końca spełniać moje standardy. Zapraszam do czytania i oglądania a także komentowania, jeśli uważacie, że któryś z produktów powinien być przeze mnie używany inaczej.
Podstawą mojej pielęgnacji w sezonie jesienno-zimowym jest witamina C. Moja skóra często bywa szara, zmęczona i w dodatku nosi znamiona przebarwień potrądzikowych. Jak nic potrzebny jest mi zastrzyk energii i delikatne rozjaśnienie skóry twarzy. Od dłuższego czasu stosuję 3 produkty:  rozświetlający krem pod oczy, serum z witaminą C i krem ochronny przeciwzmarszczkowy. I tutaj właśnie chciałabym zatrzymać się na chwilę, by powiedzieć Wam jak bardzo rozczarował mnie krem za 255 zł. 
 L- Ascorbic Power Tretment intensywny krem ochronny na dzień 30 SPF Dr Irena Eris to nowoczesny kosmetyk, który zawiera stabilną formę witaminy C - Iso C oraz wysoki stopień ochrony (RPF) przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i zanieczyszczeń ze środowiska. Znakomicie, że zawiera tak wysoki filtr przeciwsłoneczny, gdyż dzięki temu działanie witaminy C zostaje wzmocnione i zabezpieczone przed tym, aby "nie uciekła" z kremu. Brzmi imponująco, ale niestety sam krem jest ciężki i pozostawia tłustą powłokę. W ciągu dnia pomimo dobrego zmatowienia, mam wrażenie, że skóra się pod nim dusi. Absolutnie nie jest to komfortowe uczucie. Samo nawilżenie też nie jest spektakularne, bardziej natłuszczenie, gdy moja skóra akurat się złuszcza. Postanowiłam dać mu jednak szansę nocą i od dłuższego czasu stosuję go na serum z witaminą C, aby jeszcze podkręcić jej działanie. Na szczęście mam tylko mini produkt w 10 ml szklanym słoiczku, który jest zaskakująco wydajny. W życiu sama bym go nie kupiła, był to prezent od mojej koleżanki z Douglasa. Tak jak pisałam wyżej, 50 ml tego kremu kosztuje 255 zł!!! Nie polecam, zwłaszcza, że wydaje mi się, iż powoduje u mnie wysyp drobnych niedoskonałości.
O kremie pod oczy pisać nie będę, bo link do pełnego posta znajduje się powyżej. Bardziej skupię się na serum, które wiele z Was niegdyś polecało. Teraz w sieci wiedzie prym serum Liq CC 15%.  Ja jednak miałam okazję wypróbować nieco tańszą a zarazem mocniej skoncentrowaną wersję serum. Preparat Dermo Future zawiera najwyższe, bo aż 30% stężenie witaminy C. Dodatkowo jej działanie wspomagane jest arbutyną, kwasem hialuronowym, wyciągiem z gorzkiej pomarańczy oraz gliceryną.  Brzmi bardzo dobrze, skład niczego sobie. Niemniej jednak sama nie wiem co o nim myśleć. Pomimo zużycia połowy buteleczki, nadal nie wiem, czy ten produkt działa. Dotąd miałam tylko serum z Biochemii Urody, który kompletnie mi nie odpowiadało, więc jeśli miałabym je porównywać to serum DermoFuture jest o niebo lepsze. Niemniej jednak nadal nie jest przekonana. Pełną recenzję oraz opinię na temat tego produktu wyrażę dopiero wtedy, gdy wykończę buteleczkę i zacznę stosować Liq CC, które czeka w kolejce na mojej liście zakupowej. O nim czytałam same pozytywne recenzje, więc myślę, że to będzie najlepsze porównanie. Serum DermoFuture stosuję zarówno na dzień jak i na noc, ponieważ ma genialną konsystencję. Nie roluje się ani nie przetłuszcza skóry. Dobrze rozświetla i nawilża skórę. Póki co nie zauważyłam rozjaśnienia przebarwień ani szczególnej regeneracji.


Ciekawym produktem okazało się serum dla koneserów Asoa.  Bardzo podoba mi się ta przewrotna nazwa, a Wam?  To w 100% naturalne serum nawilżająco - odżywcze wytwarzane w małej manufakturze kosmetycznej. Poszczególne składniki pochodzą z ekologicznych upraw, zastosowane mała i oleje są nierafinowane, a zatem bogate w cenne właściwości pielęgnacyjne. Co ważne, serum to powstało nie na zwykłej wodzie a  na bazie hydrolatu rumiankowego i pomarańczowego. Ponadto, w składzie znalazł się olej marula, arganowy, ze słodkich migdałów, jojoba oraz masło mango. I to wszystko za jedyne 35 zł. Bardzo, bardzo podoba mi się ten produkt, choć mam jedno "ale". Producent podkreśla, że serum świetnie nadaje się jako baza pod makijaż. Niestety, w przypadku mojej cery kompletnie się to nie sprawdza - serum nie wchłania się tak jakbym tego chciała i pozostawia po sobie delikatny film. Jest to wprost idealny produkt do pielęgnacji wieczornej. Dobrze nawilża, wygładza i pozostawia skórę napiętą i odświeżoną. Pomimo bardzo bogatego składu, nie zapycha porów ani nie powoduje wysypu drobnych zaskórników. Znakomite serum ,ale doprawdy nie wiem, jak stosować je pod makijaż. Ktoś coś?
Kolejnym mini produktem, który nigdy się kończy to krem nawadniający Lumene Lahde Intense Hydration 24h.  Do niedawna produkty Lumene stanowiły dla mnie kompletne nowum. Jakiś czas temu otrzymałam kilka mini produktów i powiem Wam, że przepadłam. Ten krem jest rewelacyjny, pomimo, że jego skład daje wiele do życzenia. Mocno chemiczny z nutką naturalnych akcentów w postaci maseł i olejów. Mój mini produkt ma 15 ml i starcza na wieki, natomiast pełnowymiarowe opakowanie zawiera 50 ml w cenie ok. 100 zł.  Ten krem rzeczywiście nawilża, długotrwale zatrzymuje wodę w naskórku i sprawia, że podkład wygląda na nim lepiej. Ciekawy i dobry produkt, ale nie skuszę się na następne pudełko ze względu na skład. Mam takie a nie inne zasady i jeśli to tylko możliwe, unikam chemii jak ognia. Za to chętnie skusiłabym się na maskę Lumene Sisu deep clean oczyszczająco - detoksykującą, bo była najlepsza na świecie! ( 150 zł ;/ ).


Obowiązkowym elementem mojej pielęgnacji twarzy jest codzienne stosowanie kremu z filtrem UV. Jestem w szoku, bo ten fluid z LRP wystarczył mi na prawie 4 miesiące i właśnie dobija dna. Bardzo wydajny i dobry jakościowo produkt. Jest trudno dostępny i trochę drogi, ale wart każdej złotówki. Właśnie zastanawiam się, jaki filtr zamówić tym razem, macie jakieś propozycje?

Kolejnym kremem pod oczy ( już trzecim?), jaki stosuję wymiennie z pozostałymi jest Oillan przeciwzmarszczkowy krem nawilżająco- wygładzający. Taka ilość obietnic już w samej nazwie musiała się źle skończyć. Owszem, dobrze nawilża na dzień, natomiast na noc jest zdecydowanie za słaby. Poza nawilżeniem nie robi nic wielkiego. Ot, taki zwyklaczek. Jak za 20 zł to może być, ale żadnego szału nie robi. Tak sobie zużywam go w międzyczasie.

A teraz krem, który przewija się coraz częściej na Waszych blogach, mianowicie mowa o Bishojo krem wodny nawilżający. Jakiś czas temu włączyłam go do swojej pielęgnacji jako taka kropka nad i do różnych serum, aby nieco zmniejszyć ich tłustość i jednocześnie wzmocnić nawilżenie. Czytałam u Aneczki ostatnio, że słabo nawilża i lepiej sprawdziłby się latem aniżeli zimą. Po części się zgadzam, z drugiej strony jego wodnista formuła sprzyja tłuściochom, bo absolutnie nie ma mowy o obciążeniu czy zapychaniu w przypadku tego produktu. U mnie się sprawdza i póki co chętnie go stosuję. Nie jest szałowy, bestsellerowy, ulubiony, ale na pewno całkiem dobry. Zobaczymy :)


Od dłuższego czasu stosuję także serum ze szmaragdem od Hristina Cosmetics, ale o nim chciałabym opowiedzieć Wam w osobnym poście, bo to nieco grubszy kaliber. Niemniej jednak na tym kończy się moja pielęgnacja twarzy zarówno na dzień jak i na noc. Produkty te używam wymiennie, nie przestrzegam jakiegoś stricte ustalonego planu, ponieważ każdy dzień jest inny i wymagania mojej skóry pod wpływem różnych zabiegów ( ostatnio mikrodermabrazja łączona z peelingiem kawitacyjnym) ciągle ulegają zmianie.  Stały jest chyba tylko krem z filtrem na dzień i krem pod oczy z wyciągiem ze ślimaka na noc. Reszta wzajemnie się uzupełnia.

I to już wszystko. Dajcie znać jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy, czego absolutnie nie może w niej zabraknąć?

21 komentarzy:

  1. Też bardzo lubię produkty Lumene i potwierdzam, że ich miniatury starczają na baaardzo długo. Maseczkę też chętnie kupiłabym w pełnowymiarowym opakowaniu, ale mam zbyt wiele produktów w tej kategorii, dlatego na razie odpuszczam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta maska jest niesamowicie skuteczna, ale ta cena znowu zaporowa! :(

      Usuń
  2. Zainteresowało mnie to serum Asoa :)
    Z filtrów obecnie używam SPF 50 Pharmaceris i jestem bardzo zadowolona.
    Aczkolwiek kwestia 'wydajności' jest sporna w ogóle jeśli o filtrach mowa bo wydajne być nie powinny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kosmetyki Hristina to dla mnie odkrycie końcówki zeszłego roku. Ja ze ślimaka mam serum - kapitalne. Ten krem wodny Bishojo miałam, ale nie polubiłam go. Teraz z tej serii mam mleczko micelarne i jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to samo, mam 3 kosmetyki od Hristina i każdy z nich jest wyjątkowy. No jak dla mnie ten krem od Bishojo nie jest wart swojej ceny, ale nie jest najgorszy :)

      Usuń
  4. Też bym się wkurzyła jakby krem za taką kwotę nie działał. Ale o jakości niestety nie decyduje cena. Ten krem z ochroną UV natomiast wydaje mi się bardzo fajny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie używam kremu pod oczy Hristina ze złotem i jest bardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obecnie stosuję krem wodny Bishojo. Opisywałam go nawet niedawno u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. u mnie zawsze jest krem pod oczy, serum, maseczka i dobry peeling

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ostatnio stosuję dwa produkty od Hristina Cosmetics, więc czekam na recenzję serum :)
    W sumie, to żadnego z wymienionych przez Ciebie produktów nie znam, ale z chęcią się z nimi zapoznam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kusi mnie właśnie to serum Asoa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To chyba najbardziej zasmucające jak kremy za takie pieniądze do niczego się nie nadają 😐

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bym chyba poważnie zwątpiła jakby drogi kosmetyk okazał się niewypałem:/

    OdpowiedzUsuń
  12. Great post, thanks for sharing! I really like the sound of this product..
    https://clicknorder.pk online shopping in pakistan

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawi mnie ten filtr... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaciekawił mnie ultralekki fluid SPF 50+ La Roche Posay Anthelios XL :) ogólnie szukam teraz jakiegoś tonizującego kremu z filtrem na zimę, bo mój Ducray się kończy i mam ochotę coś innego przetestować.

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem szczerze, że ilość kosmetyków trochę mnie zaskoczyła ;) Ja obecnie postawiłam na minimalizm, w którym czuję się najlepiej i myślę też, że służy to mojej trądzikowej cerze :) Mam zatem jeden żel do mycia, jedno serum, jeden krem pod oczy, jeden krem na noc a nadzień krem z filtrem i już :)
    A przy tych filtrach pozostając - zwróć uwagę na filtry od Kafe Krasoty. Mają chyba najlepsze składy na rynku, niemal całkowicie naturalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy moja skóra była w gorszym stanie wtedy stosowałam ścisły minimalizm. Odkąd od dłuzszego czasu jest o niebo lepiej to systematycznie wprowadzam po 1 nowym produkcie i póki co żaden z wyżej wymienionych mi nie szkodzi :)

      Usuń

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)