11/18/2017

Ulubieńcy miesiąca - odkrycia, niespodzianki, bestsellery.

Dokładnie miesiąc temu ( nie trzymam się dni kalendarzowych)  pokazałam Wam kilka hitów i kitów miesiąca. Postanowiłam napisać kolejny post tego typu, bo zebrałam kilka pustych opakowań ( nie mam w zwyczaju tego robić), a to już oznacza, że coś naprawdę mi się spodobało i planuję to zakupić ponownie w niedalekiej przyszłości.  Zapraszam do luźnej recenzji kilku ciekawych produktów, które moim zdaniem jak najbardziej warto mieć.
 

Numerem jeden jest szampon i odżywka Swiss Image Elder Flower. Pisałam o nich i o innej serii osobną recenzję, którą możecie przeczytać tutaj. Mimo to najbardziej spodobał mi się ten zestaw wtedy, gdy się skończył, a jeszcze dokładniej mówiąc to skończył mi się szampon, który okazał się kluczowy. Wówczas zauważyłam, że włosy nie wyglądają już tak pięknie, nie błyszczą w takim stopniu i nie są zdyscyplinowane. Mogłoby to być moje subiektywne odczucie, że to wszystko jest zasługą zestawu Elder Flower, ale... ale dosłownie codziennie minimum jedna klientka pytała, co robię z włosami, że tak ładnie błyszczą. Sęk w tym, że nie robiłam nic prócz mycia tym szamponem i  nakładania tej odżywki. Taka pochwała zdecydowanie zachęciła mnie do ponownego kupna tego zestawu. Trafił do mnie przypadkiem, a zostanie na dłużej. Cena regularna to 29,90 zł za szampon i tyle samo za odżywkę w Rossmanie, ale często są promocje, gdzie jedno i drugie możecie kupić po 19,90 zł.

 
Numerem dwa okazał się krem do rąk Evree zwany przez producenta wygładzającym serum do rąk Ocean Velvet. Nie cierpię smarować rąk, ale jesień i zima to pory roku, gdzie zwyczajnie się nie obejdzie. Skóra jest czerwona, sucha a w ostateczności popękana. Mam też manię na punkcie czystych rąk i daję je praktycznie co chwila pod wodę. Ten krem jest najlepszy ze wszystkich jakie dotąd miałam. Bardzo szybko daje wyraźne uczucie ulgi w bólu, wygładza, nawilża i pozostawia warstwę ochronną na przyszłość, także nawet moje uporczywe mycie rąk niewiele go uszkadza. Co najważniejsze, wchłania się do matu. Ogromnym minusem jest za to pojemność 50 ml, którą zużyłam na spółę z chłopakiem w tydzień. Cena jest niska, bo oscyluje koło 7-10 zł.  Stworzony dla opornych na smarowanie.

 
Zaskoczeniem okazały się kosmetyki Sotalie - krem na dzień, krem na noc, serum przeciwzmarszczkowe, serum przeciwzmarszczkowe pod oczy.  Są tanie jak barszcz, a szalenie skuteczne i przyjemne w użytkowaniu. Zaczęłam drążyć temat i okazało się, że markę Sotalie stworzyła kobieta, która przez wiele lat pracowała w laboratoriach w Stanach Zjednoczonych i na bazie własnych doświadczeń stworzyła markę produktów przeciwzmarszczkowych, które moim zdaniem czynią cuda.  Tylko 4 produkty, a każdy z nich na swój sposób fenomenalny. Co prawda mam tylko w pełnym wymiarze serum pod oczy, ale chyba pierwszy raz tak chętnie wykorzystałam wszystkie dołączone próbki - słoiczki. Najbardziej spodobał mi się krem na noc, który także mam zamiar kupić. Serum pod oczy pojawiło się już w ulubieńcach ostatniego miesiąca.

 
Odkryciem śmiało mogę nazwać podkład Pixie Love Botanicals. Bardzo trudno jest mi znaleźć swój kolor w kosmetykach mineralnych, dlatego też od lat kupowałam jeden i ten sam sprawdzony produkt. W końcu chyba skóra za bardzo się przyzwyczaiła i po prostu przestał działać tak jak dawniej. Wówczas zamówiłam, jak nie skłamię, z 10 kolorów Pixie i w końcu trafiłam na swój jedyny, idealny, nawet lepszy od poprzedniego. Niestety, podkłady Pixie są drogie i na początek skusiłam się na wersję 3 g. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że podkład przyjdzie do mnie w plastikowym woreczku -.-. Przesypałam go do starego opakowania po podkładzie i używam w takiej formie od 2 miesięcy. Nie wygląda to zbyt zachęcająco, dlatego jak tylko wykończę moje 3g to zakupię pełnowartościowe opakowanie 6,5 g. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę, bo akurat jest promocja i 89 zł zapłacę 57 zł, bo firma zmienia gramaturę podkładów i wyprzedaje stare pojemności. Mój kolor to soft dream, polecany do cery jasnej o ciepłym złocisto-oliwkowym kolorycie.


Bezsprzecznie najlepszym i w dodatku naturalnym tonikiem dla mojej skóry jest woda różana. Nie lubię tego zapachu, ale jestem w stanie go znieść dla korzyści, jakie ze sobą niesie. Przede wszystkim łagodzi ściągnięcie, zmniejsza zaczerwienienia na twarzy, scala makijaż mineralny nie naruszając go i przyjemnie odświeża. Wodę różaną możecie kupić w sklepach ze zdrową żywnością i w Kuchni Świata, ale jest to wersja "przemysłowa" tak jak olej kokosowy. Nie ukrywam, że taką też od czasu do czasu kupuję, ale ta, którą aktualnie posiadam Beaute Marrakech wytwarzana jest w Maroko, więc mogę być pewna, że jest to w 100% oryginalny produkt bez żadnych domieszek czy słabej jakości materiałów. Butelka 125 ml kosztuje 18,90 zł w Maroko Sklep.

.
Bestseller, który mnie także oczarował to puder ryżowy Paese. Jest niesamowicie drobno zmielony, działa dłużej niż puder ryżowy z Ecocery czy puder bambusowy Biochemii Urody. Ma jednak jedną, bardzo dużą wadę, która wkurzała mnie przez cały okres użytkowania. Mianowicie plastikowy element, który ma zabezpieczać przed wysypaniem się pudru przy każdorazowym zamknięciu strasznie pyli, przez co stół jest cały biały i wszystko wkoło! Przy prawie identycznym opakowaniu z Ecocery nic podobnego nie miało miejsca. Strasznie wkurzające, ale sam puder okazał się bez zarzutu. Cena regularna to już 49,90 zł. Widać, że producent jest świadomy popularności tego produktu, bo cena rośnie i rośnie... No cóż warto wydać nawet 50 zł za te kilka dodatkowych godzin zmatowienia. Wkrótce napiszę jednak recenzję na temat naturalnego pudru w kamieniu, który zaczęłam stosować po zdenkowaniu tego z Paese i jestem w szoku jak świetnie matuje skórę.

 
Warto też wspomnieć o kremie do depilacji Bielenda Vanity Złoty Pył. Wszystkie kremy ze szpatułką zawsze mnie uczulały, szczypały bądź w ogóle nie działały. Jedynym, który tego nie robił był krem Tanita, taki zielony, aktualnie bardzo słabo dostępny. Ten o dziwo, okazał się w zupełności bezpieczny i nawet przy wydłużeniu czasu do 10 minut nie robił krzywdy. Dokładnie usuwa włoski jednocześnie nie podrażając delikatnej skóry. Niezastąpiony produkt w depilacji okolic bikini. Nie powoduje wrastania włosów, nie swędzi ani nie szczypie. Cena za tubkę to około 10 zł.


Jest też jeszcze jeden szampon, od którego moje bad hair day dobiegły końca. To szampon z olejem z drzewa herbacianego Paul Mitchell Tea Tree Special.  Pełną recenzję szamponu i odżywki możecie przeczytać tutaj. Właśnie dobił dna i jestem bardzo nieszczęśliwa. Pięknie pachniał, doskonale się pienił i idealnie domywał moje gęste włosy. Były czyste, ale nie przesuszone. W zestawie z odżywką dawał znakomite efekty. Od kupna powstrzymuje mnie na razie jedynie cena, bo sam szampon kosztuje 65 zł, ale zdecydowanie warto.

 
Coś wpadło Wam w oko w tym miesiącu?
Koniecznie dajcie znać ;-)

37 komentarzy:

  1. Na ta wodę rozana sie czaje jak tylko zuzyje obecna, ale krem do rad tez wydaje sie byc fajny, tym bardziej ze podobnie jak Ty ciagle myje ręce a rzadko lubie smarowac xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie znam żadnego z ulubieńców,ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie aby w przyszłości ich poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo polubiłam cała serię Ocean Velvet evree

    OdpowiedzUsuń
  4. szampon Paul Mitchell przywraca mi równowagę kiedy moje włosy kapryszą niemiłosiernie ;p za to serum z evree nie przekonało mnie do siebie ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam podkład Pixie i byłam z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio użyłam tego kremu do depilacji i się mile zaskoczyłam - prawdę mówiąc nie sądziłam, że aż tak dobrze poradzi sobie z depilacją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie spodziewałam, bo tak jak napisałam, każdy krem z Bielendy w tych opakowaniach albo u mnie nie działał albo tak mnie potem piekła skóra, że do żywego... ten okazał się naprawdę fajny ;-)

      Usuń
  7. Kremy evree bardzo lubię, chociaż akurat tej wersji nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pudry z Paese bardzo lubię, kupuję naprzemiennie bambusowy i ryżowy :) Są bardzo wydajne, drobno zmielone, niewidoczne na skórze, a przy tym świetnie utrwalają. Dodatkowo nie zawierają talku, który mógłby zapychać :) Też skusiłam się na podkład Pixie na tej promocji, ale mój kolor to Morning Gold :D Też wybrałam formułę Love Botanicals :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też unikam pudrów, które w swoim składzie zawierają talk. Z tego co mi wiadomo słynny Dermablend cały oparty jest na drobno zmielonym talku! Morning Gold chyba chodził mi po głowie, ale próbki nie wzięłam. :)

      Usuń
  9. Czaję się na wodę różaną od jakiegoś czasu, ale jeszcze chwila minie nim zużyje te toniki, które mam i będę mogła ją wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, choć efekty nie są jakieś spektakularne, ale na pewno odczuwalne :)

      Usuń
  10. Na to serum pod oczy bym się skusiła i to chętnie. Na twarz nie mogę teraz używać nic nowego a przede wszystkim w tej kwestii muszę kroki kierować do apteki :/
    Hydrolat różany mam, ale będę go dodawać do własnorobionych maseczek, bo solo na twarz niezbyt mi się sprawdza w przeciwieństwie do...srebra koloidalnego i wody termalnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do maseczek też dodawałam i dlatego buteleczka wody różanej wystarcza mi na dość krótko. Woda termalna to nie do końca moja bajka, ale dzięki, że przypomniałaś mi o srebrze kolidalnym, musze koniecznie go kupić :) !

      Usuń
  11. Nie miałam okazji używać jeszcze nic z Twoich ulubieńców...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam wodę aloesową, ale ta różana mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja ostatnio nie umiem trafić na dobry kosmetyk. Ale podpatrzyłam u Ciebie tę wodę różaną. Miałam innych marek i jestem ciekawa czy jest różnica przy stosowaniu tej ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Sotalie to marka mi zupełnie nieznana, muszę się jej bliżej przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam już sporo o tych Swissach do włosów, chyba będą u mnie następne w kolejce do przetestowania z kategorii drogeryjne :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow! Great review, thanks for the share! Keep up the reviews, loved it!
    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  17. Musze sobie kupić tonik ;) ale w innym zapachu

    U mnie rozdanie na blogu, zachęcam do udziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Też mam problem z wątpliwym działaniem kremów do depilacji, dlatego cieszę się, że tutaj trafiłam - może i u mnie sprawdzi się ta propozycja od Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  19. w zasadzie nie znam żadnego z tych produktów, ale miałam krem do rąk od Evree i jakoś bym nie poleciła :p

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie słyszałam, że woda różana jest bardzo fajna i zamierzam sobie kupić. :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Odżywka i szampon kuszące. Cena też fajna

    OdpowiedzUsuń
  22. O jak ja lubię te podkłady Pixie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Muszę wypróbować krem do depilacji! W ogóle jestem tutaj u Ciebie pierwszy raz i przyznam, że jestem zakochana w designie - pięknie, naturalnie i przejrzyście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co piszesz brzmi jak miód na moje uszy. Bardzo mi miło ;-)
      Ściskam,
      J.

      Usuń
  24. Bardzo zaciekawiły mnie kosmetyki Sotalie :) Chętnie wypróbuję krem na noc i skoncentrowane serum pod oczy!

    OdpowiedzUsuń
  25. Zaciekawił mnie ten krem do depilacji, ciekawe czy sprawdziłby się u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten podkład Pixie jest rewelacyjny. Jak mi się skończy, będę musiała zamówić próbki, żeby tym razem dobrać sobie odcień, która utrzymany jest w cieplejszej tonacji.

    OdpowiedzUsuń
  27. a ja nie znam prawie żadnego produktu ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  28. Evree faktycznie ma kremy do rąk, które ratują z opresji :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Szczerze mówiąc, same nowości dla mnie. Nie miałam żadnego z tych produktów, a nawet firm. Jedynie Paese i evre kojarze. Jak z Paese miałam jakiś produkt, to tą drugą markę znam tylko z widzenia :D No i oczywiście bielenda! Z nij pare kosmetyków miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Też nie znoszę różanego zapachu więc raczej się nie skuszę =) Z Twoich hitów nie miałam nic więcej =)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja mam Morning Gold z Pixie :)

    OdpowiedzUsuń

Lubię długie komentarze - jeśli masz ochotę mi o czymś opowiedzieć, to wal śmiało - zawsze odpisuję i zaglądam również do Ciebie :)